Moda nie ma na mnie wpływu, a może raczej ma na mnie wpływ uczulający. Celebruję i ćwiczę odporność na owcze pędy, idiotyczne fasony i peer pressure. Niestety im jestem odporniejsza, tym bardziej je zauważam, a im bardziej zauważam, tym bardziej mnie denerwują.
W tym sezonie wybuchła moda na glanowanie “Avatara”. Nie ma obecnie lepszej receptury na przypodobanie się otoczeniu niż porównanie wyżej wymienionego z Disneyowską “Pocahontas” albo “Tańczącym z Wilkami” (dodatkowe punkty stylu za stwierdzenie, że “Pocahontas” była lepsza) i pracowite wyszukiwanie i wyliczanie Tego, Co Już Było Gdzie Indziej. Stwierdzić, że “Avatar” piękny i się podobał, to bezpowrotnie stracić twarz i szacunek odbiorców. I rozprzestrzenia się ta lawina bzdur po blogach i forach, a im większa lawina, tym trudniej ją zatrzymać.
To ja ochotniczo stanę naprzeciw lawinie.